Oświecenie Syzyfa

czyli o uroku swobodnego spadania.

Maciej Popławski

Syzyfa wtaczającego głaz na górę ukazuje się najczęściej jako udręczonego beznadziejnym wysiłkiem człowieka. Ukarany za oszustwo, przebiegłość i pychę Syzyf jest symbolem tragicznego losu jednostki, która ośmieliła się wykraść i sięgnąć po pozaludzki, boski wymiar egzystencji. Paradoksalnie jednak to we wtaczaniu i staczaniu się wraz z kamieniem ma on szansę doznać czegoś znacznie więcej i ostatecznie odnieść zwycięstwo nad Olimpem.

Życie polega w pewnej mierze na wtaczaniu kamienia, naprężaniu muskułów, które pokonują grawitację. Tytuły, pieniądze, dom, status są próbą wejścia na szczyt. Staramy się być co raz doskonalsi, mocniejsi, mądrzejsi, bardziej wysportowani i piękniejsi. Samorozwój i samodoskonalenie jest  częścią przechodzenia kolejnych etapów tej morderczej wspinaczki. Nie jesteśmy w tym odosobnieni. Jeśli rozejrzymy się dookoła rozpoznamy, że tuż obok nas znajduje się inny Syzyf wtaczający na górę swój głaz. Niektórzy z nich są już w tej wyprawie dalej inni bliżej. Jest to w istocie wysiłek zbiorowy. Cała kultura, cywilizacja, państwo, ekonomia opiera się na naszym wznoszeniu na szczyt kamieni. Stąd też bierze się tak głęboko zakorzenione w nas przekonanie, że na tym polega nasze życie. Cały porządek społeczny jest bowiem zbudowany na naszym wtaczaniu kamieni.

Poślizgnięcie się, moment nieuwagi, upadek są jednak głęboko indywidualne. Moment, w którym Syzyf toczy się w dół ze swoim kamieniem to szansa na przemianę i zrozumienie. Grawitacja, ciążenie ku ziemi, któremu podda się Syzyf to szansa na oświecenie. Syzyf, który to zrozumiał nie wtacza już kamienia po to, aby zanieść go na górę, lecz aby ponownie doświadczyć swobodnego spadania w dół. To ostateczna wygrana Syzyfa nad Olimpem.